O zabezpieczeniu ratowniczym imprez na wodach otwartych słów kilka

W przeciągu ostatnich kilku lat w całym kraju jak grzyby po deszczu wyrosły imprezy, które w całości lub w części odbywają się na wodach otwartych. Wiąże się to z tym, że wymagają one profesjonalnego zabezpieczenia ratowniczego. No właśnie profesjonalnego, co oznacza nie tylko sprzęt, ale też doświadczonych ratowników, sterników oraz kierownika takiego zabezpieczenia. Cała ekipa musi też być zorganizowana i zgrana. Jako podmiot wykonujący ratownictwo wodne taki profesjonalizm zapewniamy, ale podobnego profesjonalizmu oczekujemy od organizatorów imprez, dla których mamy pracować. Dlaczego o tym piszemy? A no dlatego, że przez kilka lat prowadzenia naszej działalności spotkaliśmy się już naprawdę z różnymi postawami organizatorów, które z profesjonalizmem wspólnego miały bardzo mało lub nie bójmy się tego stwierdzenia – nic.

Przykład 1: Odbieram telefon.

-Cześć pamiętasz widzieliśmy się kiedyś na basenie (na basenie bywam kilka razy w tygodniu i oczywiście pamiętam każdą napotkaną tam osobę), wiesz robię taki „triathlonik” za tydzień w gminie tu obok i potrzebowałbym tam „jakiegoś ratownika”.

– OK, to wyślij szczegóły (termin, ilość osób, trasę, dystanse, ilość startów, jakieś specjalne wymagania) na maila, to to skalkulujemy i wyślę Ci ofertę 

-(cisza w słuchawce)aaa czyli, że chcecie za to kasę?

-no tak, sprzęt się sam nie kupi, nie zawiezie, na wodę nie popłynie, ludzie za „Bóg zapłać” też nie przyjadą do „gminy obok” raptem 50km w jedną stronę, olewając przy tym zmianę na basenie, zajęcia na uczelni, urodziny dziecka.

-no… ale ja myślałem, że po starej znajomości (stara znajomość – minęliśmy się w drzwiach do szatni)

-no tak po „starej znajomości” to w ogóle zrobię Ci ofertę, bo na tydzień przed imprezą to nie mam w zwyczaju.

-nie no to nie, bo wy to tak widzę poważnie, a ja to nie mam z czego zapłacić, zadzwonię do Cześka (imię przypadkowe) z basenu w Koziej Wólce (nazwa przypadkowa), może on weźmie jakąś bojkę z garażu i przyjdzie za grochówkę.

Przykład 2: Obieram maila

Dzień dobry jestem organizatorem dużego Triathlonu za miesiąc (miejsce przez grzeczność pominę) i potrzebuję tam 20 ratowników, motorówki, skutera, dwóch płetwonurków, a i ważne żeby wszyscy ratownicy byli ubrani w równe koszulki. Ze swojej strony zapewniam 4 kajaki.

Z racji że jesteśmy profesjonalistami to odpowiadamy stosowną kalkulacją, która pozwoli nam w tak krótkim czasie zebrać 20 ratowników zawieźć ich na miejsce, wyposażyć w odpowiedni sprzęt i przywieźć do domu (impreza odbywa się w miejscu, gdzie w sezonie pracuje 2 ratowników przyjezdnych). Na szczęście w stowarzyszeniu jest kilka osób, które pracowały tam rok wcześniej, więc dodatkowo wiemy, że jak już tam wjedziemy to mimo czasu trwania części pływackiej ok 2h nie wyjedziemy stamtąd przez 8 bo tyle będzie zamknięta jedyna droga dojazdowa (trasa kolarska i biegowa)

Po przesłaniu oferty. Telefon.

– Ale Pan chyba żartuje z tą ofertą.

No nie mam w zwyczaju

-Ale to jest ponad 3 razy więcej niż mam przewidziane

-Trzeba było pytać jak Pan przewidywał.

-To ja sobie znajdę kogoś innego

-Proszę bardzo. Mamy wolny rynek

Mijają 3 tygodnie. Został tydzień do imprezy. Telefon

-Wie Pan co, to ja jednak się decyduję.

-Wie Pan co, to ja Panu prześlę ofertę.

-Jak to przecież mam ofertę.

-No tak ale tam jest taka magiczna informacja. Ważność oferty 7 dni.

-No to co to znaczy

-Znaczy to że tamta oferta była do spełnienia w dniu przesłania i 7 dni po nim, przygotowaliśmy się, że w 3 tygodnie do imprezy wszystko zrealizujemy wg założonego kosztorysu. Teraz oczekuje Pan realizacji w tydzień, więc cena musi to uwzględniać. Jak ma być dobrze i szybko, to nie może być tanio. Jak ma być dobrze i tanio to musi być długo, a jak ma być szybko i tanio to będzie niedobrze (ale my się w takie rzeczy nie bawimy).

Po co to wszystko piszę? Oczywiście nie po to żeby szydzić, z tzw. „Januszy” (wszystkich Januszy przepraszam) imprez, w końcu w naszym statucie nie ma działalności rozrywkowej czy kabaretowej, nie ku pokrzepieniu serc (do Sienkiewcza też mi daleko) tych pozostałych co to robią imprezy dobrze, ale dla wszystkich organizatorów, sponsorów i osób zaangażowanych ich organizację. Macie super pomysły, nierzadko szlachetne idee, czasem chcecie zwyczajnie zarobić, jednak w każdym z tych przypadków bierzecie odpowiedzialność za bezpieczeństwo ludzi, ludzi którzy Wam zaufali, często za to zapłacili i uważają, że w każdej sytuacji mogą liczyć na opiekę wykwalifikowanej kadry. Jeśli nie zaczynacie od tego, to chociaż uwzględnijcie bezpieczeństwo na wodzie w początkowej fazie waszych planów, kalkulacji, kosztorysów, harmonogramów. Piszcie, dzwońcie do nas z dużym wyprzedzeniem. Często jeśli widzimy, że organizacja ma ręce i nogi pomagamy, doradzamy, przygotowujemy korzystniejsze oferty, ale przede wszystkim możemy zapewnić, że wywiążemy się z zadania w 100% i wasi uczestnicy będą bezpieczni.

Piszę to również do uczestników takich imprez. Sam kiedyś startowałem w kilku i wiem co dzieje się po ich zakończeniu na wszelkich forach.

„Uuu słaba impreza bo makaron był za miękki na pasta party.”,

„Trasa była źle oznaczona, bojki w kolorze zielonym nie było widać”

„Źle zmierzyli trasę, mój turbomegahiperekstra pulsometr pokazał 405,5m w wodzie, a miało być 400”,

ale jeszcze nigdy nie widziałem komentarza, „za mało ratowników”, „sprzęt ratowników się rozpadał”, „nigdzie nie było apteczki”, „ciekawe jakby się coś stało to którędy wyjedzie karetka”, „motorówka była, ale przy pomoście”. Żeby nie było niedomówień to nie są zarzuty, nie zwracacie na to uwagi, bo sądzicie że to wszystko jest dopracowane, ale tak samo jak ktoś mógł przegotować makaron, przesunąć bojkę, tak samo mógł przyoszczędzić na zatankowaniu motorówki, naładowaniu krótkofalówek a może napełnieniu butli z tlenem. Zwracajcie na to uwagę podczas startów. Sami wiecie że opinia uczestników to 75% powodzenia następnej edycji. W dobie internetu, i imprez co tydzień, dużo łatwiej piętnować brak profesjonalizmu.

Nie chcę wnikać jak wyglądało zabezpieczenie imprez o których pisałem wyżej, szczęście że nic się na nich nie wydarzyło. No właśnie, ale czy to powinno zależeć od szczęścia?